< oczami Louisa >
Opuściłem salon i poszedłem na górę, aby pogadać z Harrym. Film mi się znudził, więc postanowiłem spędzić trochę czasu z przyjacielem. Jednak kiedy wszedłem do jego pokoju, okazało się, że jest pusty. Harrego nie było. Wyszedł, a nam nic nie powiedział. Nie miałem jednak do niego żalu, może chciał pobyć chwilę sam, nie wiem. Wróciłem do salonu, po czym usiadłem na kanapie i poinformowałem chłopaków o moim odkryciu.
- Chłopaki - zacząłem, próbując odwrócić ich uwagę od durnej bajeczki, którą oglądali.
- Co? - spytał Liam, odrywając wzrok od ekranu.
- Harry gdzieś zniknął. Mówił ci może, gdzie idzie? - zapytałem, a Liam pokręcił przecząco głową.
- Po śniadaniu, jak my dokonywaliśmy wyboru filmu, on był z nami w salonie. Potem wyszedł i tyle go widziałem - powiedział.
- Aha. No trudno, pewnie niedługo wróci - stwierdziłem, przeciągając się. Oparłem się o oparcie kanapy i zdrzemnąłem się.
< oczami Nicole >
Harry Styles. Jak to ładnie brzmi. Nie rozumiem, czemu moje koleżanki tak się nim podniecają. Jest miły, fajny, przystojny... ale nie ma w nim nic nadzwyczajnego.
- To dokąd idziemy? - spytałam z uśmiechem.
- Tam, gdzie nas nogi poniosą - zaśmiał się chłopak, a ja mu zawtórowałam.
- Wiesz, Harry. Nie rozumiem czasem moich koleżanek ze szkoły. Nie potrafią rozmawiać o niczym innym, tylko o waszym zespole.
- A to źle? - spytał zmieszany.
- Nie, nie. Tylko ja..nie wiem, co one w was i w Tobie widzą. Przecież wy też jesteście normalnym ludźmi. Macie swoje życie, kłopoty, dziewczyny... - urwałam i odwróciłam wzrok.
- Hmm. Z jednej strony tak, a z drugiej strony nie. Często w ciągu dnia nie mamy ani chwili dla siebie. Ciągle tylko próby, wywiady, spotkania. Być sławnym, nie oznacza tylko jeździć limuzyną i dobrze wyglądać. Sława to coś więcej. To obowiązek, z którym trzeba nauczyć się żyć. Nie zawsze jest nam łatwo. Wczoraj mieliśmy występ przed telewizją. Koncert trwał około dwóch godzin. Wróciliśmy mega zmęczęni, ledwo żywi. Na szczęście, dzisiaj i jutro nie mamy żadnych spotkań, ani nic, więc możemy trochę się wyluzować i odpocząć. Ale nieraz jest tak, że jednego dnia mamy koncert do 23, a następnego dnia musimy być w studio o 9. Ani się człowiek nie wyśpij, ani w ogóle. Także, jak chcesz, to powiedz to tym dziewczynom. Może zrozumieją.
- Tak...może. A Ty? Co Ty myślisz o takim byciu sławnym? - spytałam z ciekawości.
- Ja? Cóż, podoba mi się to. Kocham moich fanów, oni często śpiewają z nami na koncertach, cieszą się. Jak widzę te uśmiechnięte twarze, te tysiące rąk, wyciągniętych w moją stronę po autograf, to aż lżej na sercu. Jedyne, co mnie drażni, to wyjście z domu. Na ulicy ludzie się gapią, dziewczyny piszczą i chcą autografy. To trochę męczy. Ale jak się człowiek przyzwyczai, to nic nie stanowi problemu.
- Czekaj. Jak to 'ludzie się gapią'? - spytałam.
- No bo jesteś sławny. Ludzie rozpoznają mnie na ulicach, pokazują palcami. Dlatego wychodzę z domu w kapturze i okularach - uśmiechnął się do mnie.
- Jak wyglądasz bez nich? - zapytałam nieśmiało.
- Zdejmij je i sama się przekonaj - powiedział tajemniczo. Delikatnie ściągnęłam okulary Harrego, a potem zamarłam z wrażenia. Harry miał duże, zielone oczy i ciemne loki, a w dodatku uroczo się do mnie uśmiechał. Westchnęłam rozmarzona, a Harry roześmiał się.
- Tylko mi tu nie mdlej, koleżanko - powiedział.
- Bo co? - drążyłam ciekawa.
- Bo Cię złapię i nie puszczę! - Harry podciął mi nogi, a ja pisnęłam głośno. Złapał mnie i przez chwilę patrzyliśmy sobie prosto w oczy. Czułam, jak moje policzki nabierają kolorów. Wtedy Harry niespodziewanie postawił mnie na ziemi.
- Co jest? - zaniepokoiłam się. Chłopak przeleciał wzrokiem po parku, aż w końcu zatrzymał się na mnie.
- Nic. No ale wiesz, paparazzi mogą być wszędzie, a ja wolałbym uniknąć zdjęć z śliczną nieznajomą, bo zaraz na Twitterze pojawią się plotki - wytłumaczył.
- Aha - powiedziałam cicho. Nagle zrobiło mi się smutno. Czy on przypadkiem mi czegoś nie sugerował? A może on ma dziewczynę...?
- Nie smuć się. Znam miejsce, gdzie gdzie nie ma paparazzich, za to są czterej fajni kolesie, plus ja i Ty, jeśli zgodzisz się ze mną pójść - powiedział z błyskiem w oczach.
- Harry, serio mówisz? - nie dowierzałam.
- Jeszcze jak. To idziesz czy zostajesz? - spytał wesoło.
- Oczywiście, że idę! - wykrzyknęłam radośnie. Harry ni stąd, ni zowąd, wziął mnie za rękę. Zdumiona popatrzyłam na niego, ale on tylko się uśmiechał. Zawróciliśmy w drugą stronę i ruszyliśmy przed siebie.
I jest rozdział drugi. Proszę, komentujcie. Chciałabym wiedzieć, że ktoś to czyta i że nie piszę na marne ;D
ale fajnie piszesz... :D
OdpowiedzUsuńLudzie zacznijcie pisać komentarze do tak fajnego blogu !!!!1
OdpowiedzUsuń