niedziela, 15 kwietnia 2012

Rozdział 6

< oczami Maddie >


Louis prowadził mnie parkową ścieżką, opowiadając o tym, jak się cieszy, że spotkał taką ładną dziewczynę, jak ja. Gadał i gadał, dopóki nie skończyły mu się komplementy. Wtedy on zamilknął, a ja zaczęłam się śmiać.
- Czy znasz jakieś inne słowa, oprócz komplementów? - spytałam ze śmiechem. Lou wyprostował się dumnie i spojrzał mi prosto w oczy.
-Kiedy Cię ujrzałem, od razu pokochałem. Pokochałem oczy Twe, włosy, usta i Twój śmiech. Przy Tobie chciałbym budzić się o świcie i z Tobą dalej iść przez życie - wyrecytował, a ja się rozpłakałam. To było piękne. Nie dość, że lubię One Direction, to jeszcze Louis wyznaje mi miłość. Co za piękny dzień! Kiedy Louis zobaczył łzy płynące po mojej twarzy, przytulił mnie i delikatnie otarł je wierzchem dłoni.
- Przepraszam, ale jestem niezwykle wrażliwa na piękno poezji - powiedziałam.
- To już wiem, czym będę ci poprawiał humor - zaśmiał się Lou. W końcu doszliśmy przed ich dom. Willa była duża i okazała, jak na przedmieście Londynu. Ta dzielnica była jedną z bogatszych, więc się nie zdziwiłam. 
- Louis, ja nie wiem, czy to dobry pomysł. Chłopaki mogą się nie ucieszyć na mój widok.
- No weź, skoro Harry może przyprowadzać dziewczyny, to ja też. Tylko jak oni Ciebie zobaczą, to się nieźle zdziwią, bo ja nigdy nie miałem dziewczyny. W ogóle nie oglądałem się za dziewczynami - powiedział Lou, a ja uśmiechnęłam się nieśmiało.
- Jak chcesz, to posiedzimy chwilę na dworze. W ogrodzie mamy taką ładną altankę - zaproponował chłopak.
- Chętnie. Muszę się oswoić z tym miejscem - przyznałam. Udaliśmy się do altanki i usiedliśmy obok siebie. Louis objął mnie, a ja się zarumieniłam.
- A ze mną, też się musisz oswoić? - spytał, po czym mnie pocałował. Zdziwiłam się, ale czułam, że będzie dobrze. Przytuliłam Lou i powróciliśmy do całowania ;***


< oczami Nicole >


Dochodzi osiemnasta, a ja już od dwóch godzin leżę z Harrym na łóżku. Gadamy, całujemy się, ale żadne z nas nie patrzy na zegarek. No cóż, kiedyś musiałam popatrzeć. Pocałowałam Harrego i wstałam z łóżka. Ten szybko usiadł.
- Stało się coś? - zapytał.
- Nie, tylko patrz, która godzina. Trzeba szykować imprezę - powiedziałam, na co Harry również wstał. Podniósł na mnie swoje zielone oczy  i otworzył usta, jakby coś do niego dotarło.
- Czyli mam rozumieć, że impreza będzie u nas, tak? - spytał.
- Dokładnie tak - powiedziałam z uśmiechem. Hazza spojrzał na mnie, jakby miał ochotę wywalić mnie za drzwi...


< oczami Harrego >


Nie no, spoko. Impra będzie u nas i Nicole dopiero teraz mnie o tym informuje. Przychodzi do nas rano, mówiąc że jej się nudzi, a potem oznajmia, że będzie impreza. Nie jej dom, nie jej kuchnia, nie jej własność, a ona panoszy się, jakby była u siebie! Chyba tylko blondynka może wpaść na coś takiego. 
- Tylko szkoda, że mówisz mi o tym pół godziny przed imprezą! - warknąłem, trochę wkurzony. Nicole wzruszyła ramionami, twierdząc, że ona zawsze robi to co chce. Wolałem nie wnikać w jej dalsze pomysły i poszedłem do łazienki się przebrać. Gdy byłem gotowy, wróciłem do pokoju, ale Nicole już w nim nie było. Ogarnąłem łóżko i podłogę, a następnie zbiegłem na dół. Zatrzymałem się jednak w połowie schodów. Wziąłem głęboki wdech i wolno wypuściłem powietrze z płuc. Nie wiedziałem, czy mam krzyczeć, czy płakać, czy też opieprzyć swoją dziewczynę i zapytać, co ona zrobiła. Zszedłem do salonu, a to co zobaczyłem mną wstrząsnęło. Wygląd salonu na co dzień, a jego wygląd teraz zupełnie się różnił. Kanapa była zaścielona zieloną narzutą, poduszki ładnie ułożone, na dywanie nie było ani jednego papierka, ani brudnych ubrań, na szafce pod plazmą nie było porozrzucanych płyt ani filmów, na fotelu brakowało pilotów. Wszystko było w idealnym porządku. Kanapa zaścielona, stolik pusty, dywan czysty, płyty poukładane, piloty na półce. W dodatku w powietrzu  pachniało odświeżaczem powietrza. Złapałem się za głowę. W naszym salonie było czysto. Jak chłopaki to zobaczą, to mnie z domu wyrzucą! Louis nie cierpi, gdy jest porządek. Wyszedłem na korytarz i postanowiłem sprawdzić, gdzie jest Nicole. Ponieważ na dole było cicho, szybko skoczyłem na górę. Zajrzałem do mojego pokoju, ale był pusty. Potem wszedłem do pokoju Louisa i zamarłem. Pokój Lou był istnym śmietniskiem, zawsze śmierdziało tu brudnymi ubraniami, spleśniałym jedzeniem i wokół panował półmrok, bo rolety były wiecznie zaciągnięte. Teraz, to był wręcz raj. Łóżko pościelone, na podłodze pusto, odsłonięte rolety i otwarte okno, na biurku...zaraz, skąd ono się tu wzięło?! Tutaj również pachniało świeżością, tym razem zapach konwalii. Opuściłem pokój Lou. Muszę szybko sprawdzić pokoje pozostałych. Biegiem zerknąłem do pokoju Nialla, a potem Zayna. One też przeszły metamorfozę. Został pokój Liama. Ponieważ Liam raczej regularnie sprzątał, u niego zbyt dużo się nie zmieniło. Zbiegłem na dół, prosto do kuchni. Nicole majstrowała przy piekarniku.
- Możesz mi wyjaśnić, jak Ty to zrobiłaś? - zapytałem od razu.
- Normalnie. Zrobiłam mały porządek w salonie i na górze, a teraz robię pizzę - uśmiechnęła się, nastawiając piekarnik.
- Mały porządek? A jak u licha, zdążyłaś posprzątać tak szybko? Przecież ja tylko byłem w łazience. Wychodzę z niej, a mój dom wygląda jakby przeszło tsunami! Tu jest za czysto - stwierdziłem, niemal płacząc.
- Tak ma być. Nie zrobię przecież imprezy w takim chlewie - wyjaśniła, a potem zabrała się do przyrządzania przystawek. Wyszedłem z kuchni i ruszyłem do salonu. Stanąłem przy oknie i oparłem się o zimną szybę. Było mi gorąco, byłem wściekły i jednocześnie bezradny. Chciało mi się płakać. Czułem, że nie ustoję dłużej na nogach, więc opadłem na podłogę, z twarzą wciąż przy szybie. Słowa Nicole buzowały w mojej głowie. Ona nie zrobi imprezy w takim chlewie! Ja tu mieszkam od kilkunastu dobrych lat i jeszcze nigdy nikt mi nie powiedział, że muszę posprzątać. Nikomu to nie przeszkadzało, a jej tak! Bo ona nie zrobi, bo ona zaplanowała, bo ona to, ona tamto. Zawsze to ja mówiłem dziewczynom, co mają zrobić, a one posłusznie to robiły. Czemu Nicole nie może być taka jak one? Czemu nie może być zwykłą, nieśmiałą dziewczyną? Jest w niej coś, co nie pozwala mi się jej pozbyć. Ona jest zbyt pewna siebie, zbyt odważna, zbyt energiczna. Zbyt ładna. Za bardzo mi się ona podoba, żebym mógł na nią krzyczeć. Jedyne co mi pozostało, to pogodzić się z faktem, że teraz to moja dziewczyna stawia warunki. Cóż, takie jest życie...
                                                                                                                        
Postaram się jutro dodać następny, ale nie wiem, jak będę stała z czasem, bo szkoła, lekcje itd. Piszcie komentarze ;) Buziaki ;**



1 komentarz: