sobota, 14 kwietnia 2012
Rozdział 5
< oczami Louisa >
Siedziałem na łóżku w swoim pokoju. Sam już nie wiem, co robić. Nie rozumiem, jak Harry może tak szybko zmieniać dziewczyny. To nie są zabawki, one też mają uczucia. Harry chyba tego nie rozumie. A Nicole? Druga taka, jak on. Są siebie warci, żadne z nich nie wie, co to jest prawdziwa miłość. Tylko teraz pytanie, czy ja wiem? Nigdy nie miałem dziewczyny, nigdy nawet o tym nie myślałem. Właściwie, to chciałbym wiedzieć, jak to jest mieć dziewczynę. Pewnie fajnie. Chodziłbym z nią po parku, na zakupy, zabierał na koncerty, opiekował się nią. Napewno nie chciałbym, żeby stało jej się coś złego. Chroniłbym ją, pilnował, był przy niej, gdyby mnie potrzebowała. Może już czas coś w sobie zmienić. Czas znaleźć dziewczynę.
< oczami Nicole >
Stanęłam przy oknie i wyjrzałam przez szybę. Świeciło słońce, a niebo było błękitne. Uwielbiam taką pogodę. Wyglądałam jeszcze chwilkę przez okno i cieszyłam się chwilą. Nagle, Harry objął mnie od tyłu i pocałował w policzek. Tym razem już nie piszczałam, tylko się uśmiechnęłam. Odwróciłam się i przytuliłam do niego. Przy nim, czułam się bezpieczna. Miałam wrażenie, że w jego ramionach nie stanie mi się krzywda. Było mi ciepło i przyjemnie.
- No to jak tam, księżniczko? - spytał Harry, bawiąc się moimi włosami.
- Dobrze. Od wczoraj naprawdę czuję, że żyję - odpowiedziałam.
- To fajnie. A dobrze spałaś?
- Doskonale. Wyspałam się, jak nigdy.
- Miło. Ja nie spałem prawie całą noc - powiedział Harry i ziewnął.
- Ojj. A to czemu tak?
- Bo całą noc chodziłaś mi po głowie.
- Nie, Harry, ja leżałam w łóżku - powiedziałam, śmiejąc się. Harry pociągnął mnie na łóżko i zaczął łaskotać. Śmiałam się głośno i prosiłam go żeby przestał. W końcu ustąpił, a ja usiadłam.
- Ło rany. Nigdy więcej...mi tak nie rób - wydyszałam, prawie płacząc ze śmiechu.
- No dobrze. A tak mogę? - spytał, przyciągnął mnie do siebie i namiętnie pocałował.
- Mmm kiedy tylko chcesz - mruknęłam, między pocałunkami. Wtem do pokoju wszedł Louis. Odskoczyłam od Harrego, jak oparzona, a on wstał z łóżka.
< oczami Harrego >
Louis poprosił, żebym na chwilę do niego przyszedł. Przeprosiłem więc Nicole, mówiąc, że zaraz wracam i wyciągnąłem Lou na korytarz.
- O co chodzi? - zapytałem bez ogródek.
- Sorry Cię za rano, tak mnie jakoś poniosło - powiedział ze skruchą w głosie.
- Spoko, wiedziałem, że ci przejdzie. Dzisiaj będzie impreza, wpadniesz?
- Nie wiem, zobaczę - odpowiedział. Czy on coś przed nami ukrywa?
- Lou, wszystko w porządku? - spytałem z troską.
- Jasne, jest okej. Idź już do tej swojej Barbie, bo ona tam z tęsknoty umrze - powiedział żartobliwie, a ja uśmiechnięty wróciłem do pokoju.
- I co? - zapytała Nicole.
- A tam, przeprosił za tą scenkę w salonie i powiedział, że może przyjdzie na imprezę. Ale nie wie, czy napewno.
- Aha. Szkoda, fajny jest. Coś czuję, że bez niego impreza się nie rozkręci - powiedziała Nicole smutno.
- Nicki...posłuchaj. Znam go na tyle dobrze, że wiem kiedy mówi prawdę, a kiedy kłamie. Jak powiedział, że może przyjdzie, znaczy, że będzie. A jak znam życie, to nie dość, że się pojawi na imprezie, to jeszcze nas czymś zaskoczy, zobaczysz - powiedziałem, a Nicole uśmiechnęła się szeroko.
< oczami Louisa >
Wyszedłem z domu i wolnym krokiem poszedłem w stronę parku. Bądź co bądź, ale tylko tam mam szansę znaleźć jakąś dziewczynę. Zarzuciłem kaptur na głowę i truchtem pobiegłem alejką. Miałem dość dobrą kondycję, więc nawet się nie zmęczyłem. Chwilę później, moją uwagę przyciągnęła urocza dziewczyna. Miała brązowe włosy, ciemne oczy i rumiane policzki. Ubrana była w szarą bluzkę z długim rękawem i krótkie spodenki. Idąc, rozmawiała przez telefon. Spodobała mi się. I to jak. Muszę coś zrobić by, zwróciła na mnie uwagę. Może to przeznaczenie? Jeśli tak, to trochę temu przeznaczeniu pomogę. Dziewczyna rozłączyła się, schowała telefon do kieszeni i dalej szła przed siebie. Kiedy była metr ode mnie, lekko wysunąłem nogę. Dziewczyna potknęła się, a ja szybko ją złapałem.
- Nic Ci nie jest? - zapytałem z udawaną troską w głosie.
- Nie, nie. Wszystko dobrze. Dziękuję - uśmiechnęła się. Wtedy na mnie spojrzała.
- Powiedz, że to sen - wyszeptała. Posłałem jej łobuzerski uśmiech.
- Zależy, co masz na myśli - powiedziałem.
- Ty jesteś Louis, z zespołu One Direction - powiedziała cicho, jakby nie wierząc.
- Tak, a Ty jesteś wyjątkowo ładną dziewczyną - zacząłem odważnie. Dziewczyna zarumieniła się jeszcze bardziej.
- Jestem Maddie - przedstawiła się.
- Jesteś jakąś naszą fanką czy coś? - spytałem.
- Nie, ale nie jesteście mi obojętni - odpowiedziała.
- Cieszę się. Słuchaj, co powiesz, jak zaproszę Cię na imprezę?
- Sama nie wiem. Znam Cię od kilku minut, ale tak szczerze, to powiem ci, że chętnie przyjdę - powiedziała wesoło.
- Tak? To super. Chodź, pokażę Ci, gdzie mieszkam - wziąłem Maddie za rękę i pociągnąłem za sobą w stronę domu.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
wow wow ciekawa jestem czy uda się Louisowi z Maddie :P
OdpowiedzUsuńCzytaj dalej, to się dowiesz ;) Dzięki za komentarze ;**
OdpowiedzUsuń